Arctic Monkeys – AM

psx_20200425_210602

Wyszła im ta płyta! I tu mógłbym skończyć cały ten mój wywód, ale jest to album, który zrobił na mnie kolosalne wrażenie. Dorwałem go jakoś od razu po premierze i muszę powiedzieć, że był to mój top albumów w 2013 roku.

Nigdy wcześniej jakoś nie zgłębiłem się w Arctic Monkeys, oczywiście zauważyłem ich debiut, ciężko nie było zobaczyć wszędzie ich z hiciorem I bet you look good on the danceflooor (pozdrowienia dla wszystkich from 1984), ale w tamtym czasie myślałem, że to kolejny band, który ma dobry kawałek i jakoś skończą się. Nie dawałem im szans, aż tu nagle z tego oto albumu w 2013 zacząłem łapać co chwilę każdy singiel po kolei i każdy robił na mnie wrażenie.

Pierwsza strona to same hiciory, które właśnie co chwilę gdzieś słyszałem. Do I wanna know ma przegenialny riff, który nie chce wyjść z głowy. Nóżka tupie, ciężko przejść obojętnie, a moja żona nucąca i bujająca się zawsze w rytm tej piosenki jest dowodem, że jest to świetny numer – taneczny, z polotem, a do tego ma w sobie takiego niespokojnego ducha. No i ta angielszczyzna! Dla mnie, który słucha głownie artystów USA był to powiew świeżości. To się tyczy całego albumu, z radością sprawdzałem co to jest settee, Helter Skelter, Gallic shrug, rigmarole. Już dawno nie miałem radości ze sprawdzania tekstów, ich znaczeń, a potem podśpiewywania.

R U Mine – uwielbiam perkusję w tym numerze – Matt Helders – zwierzak, nie dziwne, że później Josh Homme (Queens of the Stone Age) zaprosił go na następny album Iggy Popa.

One for the road – huhuuu. HICIOR! W pięknym rytmie, no i ta jakość, ten dźwięk, ten pasujący tamburyn, przecudowny wokal –  cała ta mikstura uderza mocno w głowę! Zakochany jestem w tym numerze – takie streszczenie tego albumu.

psx_20200425_210716

Arabella jest bardzo beatlesowska – uwielbiam te przejścia z tej tajemnicy w pewien chaos, a potem znów z łatwością zespół wraca do tego równego rytmu. No i brudna solóweczka na koniec.

I want it all ma ten dość ciężki początkowo rytm, za którym ciężko nadążyć, ale już za chwilę jesteś z chłopakami w tempie – to może jeden z tych mniej chwytających kawałków na płycie, ta druga część na basie i z solóweczką wchodzi bardziej.

Stronę A kończy No.1 Party Anthem – ależ tu jest chillout , chwilka zatrzymania, powiew wakacji przesiąknięty sepią (ależ pierdoły wypisuję, ale tak jest!). Mad sounds kontynuuje uspokojenie, ale tym razem jest ochota na wolny taniec.

Fireside to kolejna świetna kompozycja gdzie lekko podkręcamy tempo, przejmująca jest dla mnie ta druga część – jakoś to pięknie wszystko leży, a ta część instrumentalna mogłaby być nawet dłuższa.

psx_20200425_210641

Why’d you only call me when you’re high – to jeden z tych kawałków, które wraz z obrazkiem wpadły mi na początku w ucho i oko. Ładnie dopełnia się ta historia teledyskiem – kolejny mocny punkt albumu.

Snap out of it – znów czuję tu Beatlesów – uwielbiam te falsety, ciężko ich nie nucić (jest tego dużo na tym albumie).

Knee socks – płyniemy tym cudownym rytmem – każdy dźwięk tak pięknie wyeksponowany, od perkusji, po bas, bo gitarę – genialna produkcja całego tego albumu. W tle w chórkach Josh Homme (był też wcześniej w trzecim kawałku) tu słychać go bardziej.

Kończący album I wanna be yours to muzycznie sportretowany wiersz Johna Cooper Clarke’a. Jest magia w tym tekście, a Małpy ładnie otoczyli to dźwiękami, piękne zakończenie świetnego albumu.

Polecam, jest tu taniec, magia, świetne teksty, cudowne kompozycje.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s